Na koniec 2017 r. spełniliśmy jedno z naszych podróżniczych marzeń .
Planujemy🤔
Czerwcowy błąd taryfowy Aeromexico pozwolił zrobić pierwszy krok. Kupiliśmy bilety na trasie Amsterdam (AMS)-Mexico City (MEX) – Quito (UIO) i z powrotem: Lima (LIM) – Mexico City (MEX) – Amsterdam (AMS). Od tego czasu codziennie po głowie krążyły różne pomysły jak wykorzystać 11 dni pomiędzy przylotem do Quito, a wylotem z Limy.
Stanęło na wersji hardcorowej. Wstawiliśmy w środek wszystko co najlepsze w promieniu 2000 km, a zatem Galapagos i Machu Picchu. Opcja budżetowego wyjazdu legła w gruzach…
Aby minimalizować wydatki zaczęliśmy kombinować z posiadanymi punktami lojalnościowymi. Najkorzystniejszą opcją przelotów na Galapagos wydała się możliwość zapłaty za bilety linii Lan Ecuador Aviosami czyli punktami programu lojalnościowego One World.
Za bilety na trasie Quito- Galapagos, Galapagos-Guayaquil zapłaciliśmy 11300 Aviosów + 563 / os. Natomiast bilety z Guayaquil do Cusco kupiliśmy za gotówkę (1192 zł w obie strony/os).
W drodze powrotnej nie planujemy jednak dotrzeć do Guayaquil, ale wykorzystać międzylądowanie i opuścić samolot w Limie, gdyż właśnie tu zakończy się nasza przygoda.
Łącznie do pokonania mamy 31,684 km🤦♀️
Wyruszamy😎
Zanim dotarliśmy do Ekwadoru czekał nas całodzienny postój w Amsterdamie i Mexico City.
Amsterdam
Wizyta w Holandii zwykle ma ten sam scenariusz. Heineken museum, zdjęcie pod “I AmSterdam”, stroopwafel czyli wafel z karmelem na ciepło, wieczorem spacer po Red light district, amstel + white widow i czas mija szybko😊.
Mexico City
Mexico City już wcześniej odwiedziliśmy wiec tym razem postanowiliśmy wynająć auto i pojechać do Teotihuacan. Ruiny robią wrażenie niemniejsze od tych jukatańskich jednak do mojego ulubionego Uxmal nadal im daleko. W drodze powrotnej podjeżdżamy do bazyliki Matki Boskiej z Guadelupe i trafiamy na barwne święto…laweciarzy. I przekonujemy się jak prawdziwe jest powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami…
Po pierwsze okazuje się, że kobieta nie zawsze ma rację i wypicie piwka na ulicy kosztuje nas 50$ oraz sporo stresu. Po drugie tracimy wszystkie dotychczas zrobione zdjęcia, bo karta pamięci odmawia posłuszeństwa🤬

Quito
Obszerną fotorelację zaczynamy więc dopiero od kolejnego przystanku-słonecznego Ekwadoru. Na początek Quito i Mitad del Mundo – miejsca, przez które przechodzi równik.
Polecamy to miejsce szczególnie kobietom, ponieważ na równiku człowiek waży około 3 kg mniej.
Późnym popołudniem docieramy do hotelu – Mercure Alameda, za który płacimy punktami lojalnościowymi (program AccorHotels), a jeszcze dostajemy upgrade do Deluxe Suite🤑. Nie często zdarza się nam wakacjować w takich warunkach!
Wieczorem ruszamy w miasto, które właśnie dziś świętuje rocznicę odzyskania niepodległości. Zabawa trwa w najlepsze – po mieście jeździ mnóstwo ciężarówek wypełnionych tańczącymi ludźmi. Szok – nie płonie tęcza !!!
Niestety jesteśmy zmuszeni zakończyć balet, bo kończy się kasa, a pieniędzy z Revoluta wypłacić się nie da🥴 Konsultant pisze, że mają chwilowy problem z ATM i oddadzą zablokowaną kwotę w ciągu 7 dni. Po zgooglowaniu okazuje się, że to problem permanentny. Revolut pierwszy raz nas zawiódł!
Gaaaalapaaaagos
To miejsce to prawdziwy cud natury i na szczęście lokalne władze o tym wiedzą, o czym przekonujemy się zaraz po zajęciu miejsc na pokładzie. W samolocie stewardesy sprayem, jak sądzimy, dezynfekującym opryskiwały wszystkie luki bagażowe, aby zminimalizować ryzyko przywiezienia tam czegoś niepożądanego. A lotnisko na wyspie Baltra, jest pierwszym na świecie lotniskiem ekologicznym.
Już tu opłaca się wstęp do parku narodowego (tylko gotówka-100$), a w zamian otrzymuje się do paszportu słynne pieczątki z żółwiem.
Oszczędzając czas i pieniądze poprosiliśmy taksówkarza o to, aby po drodzę do Puerta Ayora zahaczył o Rancho Primicias z rezerwatem żółwi (wstęp 5$/os ).
Kolejne dni to przede wszystkim nurkowanie, bo jako nurkowie czujemy się w obowiązku zejść pod wodę. Zdecydowaliśmy się na centrum nurkowe Macarron ScubaDiver, które możemy śmiało polecić. Nieco wysłużony sprzęt rekompensuje wykwalifikowana i doświadczona kadra. Odwiedziliśmy 3 miejsca: North Seymour, Daphne Minor oraz 2x Gordon’s Rock. Każdorazowe zejście było na głębokość ok. 15-20m. Całodzienne nurkowanie złożone z 2 zanurzeń kosztowało nas 145$ pax – warto! Ceny w sezonie są znacznie wyższe.
Pod wodą mielismy okazję podziwiać manty, żółwie, rekiny rafowe, lwy morskie, węże, niezliczone ilości gatunków ryb w tym gigantyczne mola – mola i wiele innych zwierząt, o których nawet nie słyszeliśmy.
Podczas ostatniego zejścia trafiliśmy na długo wyczekiwane rekiny młoty – poczuliśmy się spełnieni!
Jeśli jednak nie nurkujecie, a chcielibyście poczuć namiastkę tego, co oferuję nurkowanie głębinowe, polecamy wybranie się do Los Tuneles na Isla Isabela. Podczas snorkelingu trafiliśmy tam na rekiny rafowe, płaszczki, uchatki, iguany, żółwie i koniki morskie wielkości dłoni !
Jedyną jednak możliwością aby tam się dostać to wykupienie wycieczki za min 90$/os. Oprócz pływania z rurką zobaczycie niebieskonogie głuptaki i pingwiny.
Archipelag Galapagos od razu wskoczył na pozycję lidera na naszej liście Naj.
Wydatki
Ilość zwierząt zarówno morskich jak i lądowych jest oszałamiająca, widoki wspaniałe, owoce morza zawsze świeże i różnorodne. Jest tu tyle możliwości spędzenia czasu, że głowa boli. Niestety ograniczeniem są ceny.
Jeden woreczek “Franklinów”to zdecydowanie za mało.
Pomijając koszt dolotu to na samym starcie musimy doliczyć :
- 20$ karta turysty – pozwolenie na wjazd na Galapagos
- 100$ wstęp do parku narodowego
- 25$ taxi do miasta
- 30$ transfer między wyspami
- 10$ wstęp na wyspę Isabela
- 50$ koszt noclegu dla 2 osób
Pozostałe przykładowe ceny :
- 5$ śniadanie
- 8$ – 15$ obiad
- 30$ – cały lobster
- 3$/6$ piwo w sklepie /restauracji
- 5$ wstęp do rezerwatu
- 90$ wycieczka do Los Tuneles na Isla Isabela
- 10-20$ pamiątkowa koszulka
Posługiwanie się kartą płatniczą sprawia sporo trudności. Zwykle doliczany jest podatek 22% przy tego typu płatności. Polecamy zabranie gotówki. Bankomaty rzecz jasna są i nawet działają jednak z dziennym limitem wypłat 600$.
Na uwagę zasługuje podejście do turysty. Handlarze nie są natarczywi, ale też niechętnie się targują. Absolutnie wszyscy są mili i uśmiechnięci. I nic nie jest zabronione, o czym zapewnił nas sklepikarz gdy zapytaliśmy czy możemy wypić piwo na nabrzeżu. Kiedy po chwili zjawił się policjant na motorze nie mieliśmy wątpliwości, że zostaniemy przynajmniej upomnieni. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy poprosił o wyrzucenie butelek do kosza po wypiciu złotego trunku😁. A zatem Para la salut!!!
Cusco
Drugim etapem naszej podróży były odwiedzenie dawnego królestwa Inków – graniczącego z Ekwadorem Peru. Pragnąc zrekompensować sobie trudy podróży z Galapagos oraz przyzwyczaić organizm do wysokości postanowiliśmy nieco zwolnić tempo. Już pierwszego dnia choroba wysokościowa dała znać o sobie – na szczęście niegroźnie. Dopadło nas ogólne zmęczenie oraz kłopot z oddychaniem. Nawet napar z liści koki niezbyt skutecznie zwalczał problem. Oczywiście głównym celem naszej wizyty w Peru było Machu Picchu, ale bazą wypadową do miasta Inków zostało oddalone o 112 km Cusco znajdujące się na wysokości 3400 m.n.p.m.
Najlepszym rozwiązaniem jest ponoć powolna aklimatyzacja, ale z powodu braku czasu nie mogliśmy tego przetestować.
Nie chcąc zatem forsować organizmów postanowiliśmy poznać sekrety miasta Cusco oraz jego kuchni. Powolny spacer po Centro Historico oraz późniejszy tradycyjny peruwiański posiłek to wszystko, na co nas było nas stać tego dnia. Na talerzach pojawiły się więc świnka morska, alpaka i lama. Ta pierwsza smakuje raczej niespecjalnie, niewiele jest mięsa i raczej danie to należy potraktować jako atrakcję turystyczną. Co innego alpaka i lama, mięso jest soczyste i kruche, polecamy!
Bienvenidos Machu Picchu!
Jedną z dwóch znanych nam opcji dostania się do Machu Picchu z Cusco jest przejazd specjalnym 🚂 ze stacji Poroy lub Ollantaytambo. Nie jest to wersja najtańsza, ale jeśli tak jak my możecie przeznaczyć tylko jeden dzień na odwiedzenie jednego z cudów świata to jest to jedyna możliwość. Wysoką cenę rekompensuje jednak komfort podróży i wspaniałe widoki za oknem. Praktycznie całą podróż pokonujemy w wąwozach i kanionach podziwiając ośnieżone lub ukryte pod pierzynką chmur szczyty.
Po ok. 2 godzinach jazdy zaczyna zmieniać się klimat co tylko urozmaica podróż. Góry zaczyna porastać coraz gęstsza dżungla.
Ze stacji końcowej do bram MP możemy dostać się pieszo – około 2 h trekking lub autobusem za 12 $ w jedną stronę . Zdecydowaliśmy się na pierwszą opcję, co dało nam niesamowitą satysfakcję. Skala trudności w naszej ocenie 6/10.
Wydatki
Jeśli chodzi o ceny to te, po pobycie na Galapagos, są wręcz przyjemne. Jest sporo sieciówek znanych nam z Europy (jeśli już ktoś koniecznie musi), ale pysznie zjeść i wypić można na każdym rogu w lokalnej knajpce. Obiad w takim miejscu to koszt ok 15-25 zł.
Walutą obowiązującą rzecz jasna jest Nuevo Sol, ale chętnie przyjmowane są też dolary.
Przykładowe ceny:
- Cena taxi z lotniska do centrum- 40 zł jeśli wybierzecie oficjalną lub 15 zł jeśli po wyjściu z lotniska zrobicie 5 kroków poza barierki
- Taxi do stacji Poroy-40 zł (z racji godziny odjazdu pociągu taxi zamówiliśmy w recepcji więc z pewnością można ten koszt obniżyć).
- Taxi do Cusco z Ollantaytambo – 70 zł
- Kawa w kawiarni – 8-10 zł
- Pralnia – ok. 7 zł/kg
- Wstęp do Machu Picchu – 70$
- Bilety powrotny na pociąg – ok 120$
- Znaczek do Polski – 7zł
Oryginalnymi pamiątkami są wyroby z wełny alpaki – swetry za ok 30 zł, szale ok. 20 zł czy koce w cenie 50 zł! oraz słodycze z ekstraktem z koki.
Lima
Ostatnie dwa dni spędzamy w stolicy. Dzielnica Miraflores, na której się zatrzymujemy znana jest z doskonałych warunków do uprawiania paralotniarstwa. Jakie to uczucie skoczyć z 30 metrowego klifu, a później szybować obok wieżowców? Fantastyczne! 10 minutowy lot to koszt 80$. Oprócz tego zajadamy się seviche i relaksujemy na tym wyjątkowym wybrzeżu.
Pożegnaliśmy tę część świata z pewnym uczuciem niedosytu, nie widzieliśmy wszystkiego i zdajemy sobie sprawę jak wiele miejsc pozostało przez nas nieodkrytych. Liczymy jednak na szybki powrót.
Niestety tak to wygląda, że osoby pracujące zawodowo dysponują tylko 26-dniowym urlopem wypoczynkowym i muszą dzielić zwiedzanie świata na etapy 😉




























































