Close

Jordania – Weekend we dwoje na Półwyspie Arabskim

Wymieniliśmy punkty na bilety w programie Wizzair oraz te zalegające w programie hotelowym Hilton Honors na noclegi i ruszyliśmy nad zatokę Aqaba.

Jak się dostać do Jordanii?


Można jak my, do izraelskiego Eilatu Wizzairem do którego dolecimy zarówno z Warszawy jak i Katowic. Można również Ryanairem z Krakowa, Katowic, Poznania, Warszawy oraz Gdańska. Bilety poza sezonem na ogół są dostępne w cenie ok. 150zł. A zatem tanio.
Z lotniska Eilat/Ovda drogą lądową drogą lądową dostaniemy się do granicy z Jordanią. Jedna z najtańszych opcji to przejazd autobusem – Eilat Shuttle za 8$.

Co należy wiedzieć planując wyjazd do Jordanii?

Pamiętajcie, że przy wyjeździe z Izraela pobierana jest opłata w wysokości 101 NIS od osoby(+5 NIS opłaty manipulacyjnej niezależnie od tego, za ile osób płacimy). My zapłaciliśmy więc 207( 101+101+5).
Druga kwestia to niepożądane pieczątki izraelskie, przez które możemy mieć utrudniony wstęp do kilku krajów arabskich. Na szczęście mamy możliwość uzyskania stempli na specjalnych drukach co robi się powszechne i problem znika.

Po przekroczeniu granicy Izraelskiej pozostaje nam już tylko wypisanie jordańskiego kwestionariusza i możemy zameldować się po drugiej stronie granicy. Jeśli planujecie zostać w Jordanii minimum 3 noce (absolutne minimum)wizę otrzymacie za free. Jeśli chcecie odwiedzić słynną Petrę i wyjechać z kraju tego samego dnia to musicie liczyć się z dodatkowymi kosztami wizy – min. 40JOD.

W zeszłym miesiącu Ryanair ogłosił uruchomienie bezpośrednich połączeń z Ammanem czyli stolicą Jordanii(wyloty z Warszawy i Krakowa). Możecie się więc spodziewać, że z czasem bilety będą w ekstra cenach. A kraj ten niewątpliwie warto uwzględnić w waszych podróżniczych planach.

Pierwszy dzień pobytu spędziliśmy spokojnie – aklimatyzujemy się w Azji, bo dawno nie byliśmy w tej części świata ( pomijając Japonię ).

Kebab w nadmorskiej Akabie

Zwiedzenie tego pustynnego kraju rozpoczęliśmy od Akaby czyli miasta, które zapewnia Jordanii dostęp do morza. Zatłoczona, głośna i brudna plaża raczej nie zrobi na nikim pozytywnego wrażenia, ale niewątpliwie jest to miejsce warte odwiedzenia, bo dzieje się tu dużo. Samo miasto też nie zachwyca, w przeciwieństwie do miejscowej kuchni, która zręcznie łączy wpływy tureckie i arabskie. My przygodę z kuchnią Jordanii rozpoczęliśmy od kebabu, ale nie takiego, który wsuwa się w oczekiwaniu na nocny autobus wracając z piątkowych baletów. Do niego zamówiliśmy tylko sałatki. Do dania dostaliśmy oczywiście chlebek pita oraz meze (przystawki) tj.hummus, pikle czy oliwki z chili. Kolacja dla dwojga kosztowała nas 12 JOD i jesteśmy pełni po sam korek. Kiedy już ostatkiem sił uporaliśmy się z daniami, kelner przyniósł deser. Grzechem byłoby nie spróbować więc po kunafie czyli tradycyjnym cieście serowym posypanym pistacjami do hotelu się toczyliśmy. Wbrew naszym obawom żadna z niezamówionych przez nas rzeczy nie została doliczona do rachunku.

Pierwszy dzień należy więc zaliczyć do udanych, bo Jordańczycy są bardzo przyjaźni i niezbyt nachalni, pogoda jest absolutnie idealna, a turystów o tej porze roku niewielu. A i jeszcze jedno, wszędzie można jarać .

Dziś po raz kolejny udaje się nam otrzymać auto klasy wyższej niż ta, za którą zapłaciliśmy. W wypożyczalni umówieni byliśmy na godzinę 8:00, ale nie udało nam się dotrzeć na czas. Czwórka naszych rodaków była szybsza i sprzed nosa sprzątnęli nam Chevroleta Sparka zostawiając dla nas Hyundai’a Sonatę. Trudno co robić.
Stan auta pozostawia wiele do życzenia, w środku cuchnie jak z popielniczki więc czuję się jak w swoim. Ma tylko więcej zadrapań więc pracownik wypożyczalni zaznaczając usterki na kontrakcie, profilaktycznie zaznaczył wszystkie elementy.
Na początek ruszamy odkryć plaże oddalone od miasta licząc, że będą się różnić od tych miejskich, ale niestety różnią się tylko ilością plażowiczów.

Katar przywieziony z domu wyłącza nas z możliwości nurkowania, ale rekonesans w cenach zrobiliśmy i są bardzo konkurencyjne więc może jeszcze wrócimy tu dać nura. Szczególnie, że pływanie z rurką było wspaniałe.
Uwaga, tu wiek nie ma znaczenia!!!Pozostawiona na brzegu 5 minut sama, muszę odpierać zaloty dwóch 17latków. Jacek w tym czasie baraszkuje z meduzami.

Po krótkim plażingu ruszamy naszą limuzyną na pustynię.

Pustynia Wadi Rum

Przed zjazdem z Autostrady Pustynnej zatrzymujemy się na stacji benzynowej, gdzie jemy wyśmienity ryż z kurczakiem a następnie wypijamy bardzo aromatyczną kawę z kardamonem. Wyobraźcie sobie 100g słoiczek nescafe zalany wrzątkiem. Taka moc! Oczywiście do obiadu serwowane są piklowane warzywa, chlebki oraz woda mineralna. Cała uczta kosztuje nas 7,5 JOD!

Dotarcie do Wadi Rum z Akaby autem jest banalne. Uważać trzeba tylko na dziury, parkujące na drodze auta, wypasane na autostradowym pasie zieleni kozy oraz na wielbłądy. Po dotarciu na miejsce i uiszczeniu opłaty wjazdowej w centrum informacyjnym trzeba przejechać kilka kilometrów do wioski. Jest to zapuszczone i zagracone skupisko betonowych chałupek. Tu można przebierać i wybierać w organizatorach oraz wycieczkach. My decydujemy się spędzić na pustyni cały dzień i noc.
Koszt wjazdu do parku Wadi Rum to 5 JOD/os. Nocleg na pustyni kosztuje ok. 13 JOD za dwuosobowy namiot (cena ze śniadaniem). Dodatkowo płatna jest kolacja (10 JOD/os).
Naszym przewodnikiem jest beduiński wariat. W związku z tym jesteśmy najszybsi, próbujemy sandboardingu, udaje nam się poprowadzić jeepa po pustyni i jechać bez kierowcy w aucie.

Odwiedzenie pustyni jest obowiązkowe jeśli zdecydujecie się odwiedzić ten kraj. To z pewnością jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc, które odwiedziliśmy. Możecie je kojarzyć choćby z ostatniej super produkcji „Marsjanin”. Rozległe morze różowego piasku, spomiędzy którego wyrastają skalne formacje. Czytaliśmy, oglądaliśmy zdjęcia i nic nie oddaje jej uroku. Niezapomniane i niepowtarzalne wrażenie robi też noc spędzona na pustyni. Rozgwieżdżone niebo i cisza… Koniecznie trzeba to przeżyć! Olśniewa i zachwyca🤩 To jeden z tych widoków, który zapamiętamy do końca życia.

Niestety nie udało nam się spotkać żadnego z zamieszkujących tu zwierząt a podobno żyją tu koty arabskie, węże, skorpiony czy liski pustynne. A może my ich nie widzieliśmy?

Świątynia w Petrze – jeden z nowych cudów świata

Następnego dnia zaraz po zjedzeniu beduińskiego śniadania, ruszamy w kierunku Petry – miejsca legendy, które było w naszych planach od dawna.
By dotrzeć do komnaty w której stary rycerz pilnował Świętego Graala, Indiana Jones musiał pokonać 3 śmiertelne próby. Słynny skarbiec w którym rozgrywa się akcja filmu „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” mieści się w Petrze czyli kompleksie ruin miasta Nabatejczyków. Z tego co wiemy to jego wnętrze raczej rozczarowuje, a Spielberg wykazał się niemałą wyobraźnią umieszczając tam główny wątek filmu. Aktualnie wejście do środka jest jednak niemożliwe, więc się o tym nie przekonaliśmy – może to i lepiej.

Niemniej szybko zrozumieliśmy dlaczego Petra została jednym z 7 nowych cudów świata. Mimo zniszczeń wywołanych przez dawne trzęsienia ziemi robi nadal ogromne wrażenie. Na zwiedzanie poświeciliśmy zaledwie 1 dzień i odwiedziliśmy raczej punkty obowiązkowe, jednak podobno są tu tacy, którzy spędzają tygodniowy urlop snując się po jej zakamarkach (skalne miasto ma podobno prawie 100 km2). Niestety tam gdzie zjeżdżają turyści tam lokalesi węszą łatwy zysk. Zewsząd dobiega „heloł maj frend”, który skutecznie niszczy majestatyczność tego miejsca.
My przed hałasem i zgiełkiem uciekliśmy na szlak prowadzący w górę – do najbardziej niesamowitego widoku na skarbiec. 3,5km trekking przysporzył niemałych trudności, jednak dał niesamowitą satysfakcję oraz zapewnił super fotki.

Późnym popołudniem znów mkniemy „pustynną autostradą” do Aqaby, gdzie musimy oddać auto. Zdecydowanie to był udany dzień .

Podsumowanie pobytu w Jordani

Krótki pobyt w Jordanii niestety szybko dobiegł końca. Temperatury w Polsce nie rozpieszczają, może i Wy zdecydujecie się zatem wyskoczyć na tzw. city braek (choć w tym przypadku raczej desert break), by wygrzać gnaty w tym rejonie świata.