Na leżąco do Kolumbii.
Geneza
Pomimo prawie 400 tys. km w powietrzu jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji skorzystać z możliwości przelotu w klasie biznes. Do tej pory lataliśmy w klasie ekonomicznej lub bydlęcej (linii wizzair i ryanair). Jak już jednak wspominaliśmy jakiś czas temu, skrzętnie i z mozołem ciułaliśmy mile (punkty lojalnościowe ) programu miles &more. I to dzięki nim możemy dziś skorzystać z takiej luksusowej opcji podróży.
Program M&M został zapoczątkowany przez firmę Lufthansa w 1993 roku i dziś w swoim sojuszu zrzesza kilkanaście linii lotniczych z całego świata. Dla nas jest to o tyle korzystne, że bilet „nagrodę” możemy wybrać z siatki połączeń dowolnej, zrzeszonej w sojuszu linii. I tak w tę podróż wybieramy się liniami Avianca, Gol, Swissair oraz Lufthansa. Na szczęście obowiązkowe dopłaty pieniężne, których nie można opłacić punktami są inaczej naliczane w każdej linii lotniczej. Daje to prawdziwy wachlarz możliwości oraz pole do popisu dla takich ludzi jak my. Tym razem nie chcąc wydawać gotówki postanowiliśmy zapłacić za loty punktami w jak największym stopniu. I tak powstał plan odwiedzenia egzotycznego i zarazem trudno dostępnego tanim sposobem regionu Ameryki Południowej. Na szczęście nasz pokaźny portfel milowy na to pozwolił. Co więcej starczyło nam mil na przelot w jedną stronę w klasie biznes. Koszt to 67000 mil + 220 zł dopłat?
W drugą stronę już nie w klasie biznes a ekonomicznej, za równie dobre 30000 mil + 230 zł polecimy na trasie Iguazu Falls – Sao Paulo – Zurich – Berlin. Taka trasa opłacana gotówką (w momencie dokonywania rezerwacji ) wyniosłaby nas ok 8 tys. za osobę?
Dodamy tylko, że pierwotnie mieliśmy lecieć na Borneo, ale rzeczone opłaty paliwowe sprawiały, że bilet kupiony w taki sposób przestawał być kompletnie opłacalny. Stanęło więc na Ameryce Południowej i nie żałujemy, gdyż od zawsze marzyło nam się odwiedzenia największego solniska na świecie – Salar de Uyuni oraz jednego z 7 cudów natury jakimi są Wodospady Iguazu. Spodziewajcie się więc raportu z tych miejsca za kilka dni. Wracając do samego przelotu to najkorzystniejszą opcją na dolot do wspomnianej Boliwii był wybór linii Avianca – kolumbijskiego narodowego przewoźnika, który łączy Madryt z wieloma destynacjami w Ameryce południowej w bardzo korzystnej cenie. Bilet powrotny zawsze najkorzystniej jest kupić z Brazylii, gdyż ta nie nalicza tzw. opłaty paliwowej, jednej ze składowych obowiązkowych dopłat.
Na lądzie
Już od początku widać różnicę pomiędzy klasami ekonomiczną i biznesową.
Na lotnisku mamy do dyspozycji osobne okienko odprawy bez kolejek czy możliwość skorzystania z opcji fast track przy przejściu do kontroli bezpieczeństwa. Jednak niewątpliwym i najbardziej przypadającym nam do gustu udogodnieniem jest możliwość wstępu do saloniku biznesowego, w tym przypadku linii Iberia o nazwie Velazquez. Tam znajdujemy mnóstwo przestrzeni, dobrze zaopatrzony bar do swojej dyspozycji i naprawdę smaczne hiszpańskie przekąski! Fotele są miękkie i komfortowe, a przy każdym zainstalowany jest kontakt. Wifi oczywiście jest bezpłatne, wszędzie mamy dostęp do telewizji i prasy. W jednym z pomieszczeń znajduje się przechowalnia bagażu, a w innym pokój ciszy (można się zdrzemnąć). Wszystko to znajduje się nad płytą lotniska co pozwala podziwiać startujące samoloty. Po wyjściu z saloniku kierujemy się pod naszą bramkę, a tam korzystamy z osobnego wejścia dla „priorytetowych” pasażerów czując się przy tym jak w zoo?
W powietrzu
W boeingu 787 siedzenia w klasie biznes mają układ 1-2-1 my dostajemy dwójkę w środku. Pani stewardesa od razu częstuje nas szampanem i orzeszkami. My z kolei zaaferowani sytuacją od początku bawimy się wszędobylskimi przyciskami. Tych odpowiedzialnych za komfortowe ułożenie siedzenia jest aż…13?. Pozycję horyzontalną ustawiamy chwilę po stracie i odpływamy na krótki czas?.
Samolot na pewno ma kilka lat, jednak spełnia wszelkie nasze oczekiwania i nie ma to większego znaczenia. Chwilę po starcie w gratisie otrzymujemy wypełnioną artykułami pierwszej potrzeby kosmetyczkę. Do obsługi rozrywki pokładowej wykorzystywany jest dużo większy ekran +/- 14’.
Na obiad o dziwo Jacek dostaje „specjalne menu” którego nie zmawiał?. Na szczęście jedzenie jest bardzo dobre. Na naszych stolikach lądują zupa krem, smażona ryba, cannelloni czy tuńczyk z sosem tatarskim, a wszystko serwowane jest na białych obrusach i w szkle. Miło !
Na deser otrzymujemy lody.
Kolejny posiłek to m.in. jajecznica ze szparagami i kurczakiem,
Znów na lądzie
Na przesiadkę mamy trochę czasu, bo ok 1,5h w związku z tym zaglądamy do saloniku biznesowego linii Avianca.
Lądujemy w kolumbijskiej Bogocie, gdzie przesiadamy się na lot docelowy. Niestety dalej polecimy już samolotem wąskokadłubowym (dużo mniejszym, popularnym u nas airbusem a320) w którym nie możemy już liczyć na takie luksusy jak w szerokokadłubowym boeingu. No cóż wszystko co dobre, szybko się kończy.
I znów w powietrzu
Na pokładzie airbusa a320 na pierwszy rzut oka klasa biznes nie różni się znacznie od ekonomicznej. Fotele są większe, a w związku z tym, że otrzymujemy bilety 2A i 2C, fotel 2B pozostaje pusty. Krótka, bo 3 h podróż i tak mija przyjemniej niż zwykle.
Czy warto wydać kilka tysięcy złotych więcej, by polecieć w klasie biznes ?
Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. My jedynie opisujemy nasze odczucia. Nie znamy waszej zasobności portfela, waszych gabarytów ani dystansu do pokonania. A to może być kluczowe przy zakupie biletu.
Jedyne w czym my możemy pomoc to zastanowienie się nad sensem zakupu biletu w klasie biznes na krótkich odcinkach wykonywanych maszynami wąskokadłubowymi. Zakup takiego lotu za gotówkę w naszej opinii mija się z celem.
Dlatego jeśli chcecie tak jak my raz na jakiś czas posmakować luksusu w budżetowym wydaniu, sugerujemy zbierać punkty w programach lojalnościowych.
Salut !















