Czechy – Praga
Naszą świąteczno-noworoczną wyprawę rozpoczynamy w stolicy Czech. Trafiamy do niej z Poznania polskim busem.
Praskie stare miasto jest przepiękne i gdzie byśmy nie poszli zawsze miło spędzimy czas i nacieszymy oko.
Nasz scenariusz na szybkie zwiedzanie Pragi to odwiedzenie najsłynniejszych stołecznych miejsc takich jak:
• Zamek Praski
• Złota Uliczka
• Katedra pod wezwaniem św Wita, Wacława i Wojciecha
• Rynek hradczanski z panorama miasta
• O 12:00 na dziedzińcu zamku odbywa się zmiana warty
Z zamku ruszamy na Most Karola, którym przedostajemy się na Stare Miasto
Ogrody Wallensteina z ?.
Jemu w U Houdku?, a śpimy w hotel Union
Bilet 24h na komunikację miejska to 110 K (dorosły) i 55 (dziecko), obiad ok 150K, piwo 30-50K, tradycyjne obwarzanki 60K
Następnego dnia rano uciekamy na lotnisko skąd lecimy do Gruzji.
Gruzja – Tbilisi
Do Stolicy Gruzji docieramy w nocy. Nocleg zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce. Śpimy w hostelu na al. Rustawelego. Niestety miejsce jest średnie wiec go nie polecamy.
Jednodniowy stopover wykorzystujemy na odwiedzenie naszych ulubionych miejsc w mieście (wizytujemu tu po raz drugi w ciągu roku) .
Przechadzamy się wspomnianą aleją kierując się nad rzekę Kurę ??. Spędzamy chwilę na placu pod mostem pokoju, następnie wdrapujemy się pod Sobór Trójcy Świętej.
W ramach odpoczynku pierwszy raz idziemy do łaźni miejskiej Sulfur baths. Baaardzo polecamy !
Na koniec dnia udajemy się do sprawdzonej już restauracji Khinkali House na tradycyjne gruzińskie przysmaki Khinkali oraz Chaczapuri ?. Ceny niższe u nas, wrażenia smakowe bezcenne.
Wieczorem wsiadamy w autobus miejski i za 0,5 lari (0,70zł) jedziemy na lotnisko.
Sri Lanka
Colombo
Na Sri Lankę dolatujemy tanimi liniami flydubai lecąc nomen omen z Dubaju. Środek nocy, nowy kraj i na wpół śpiący Jędrzej nie pozostwiają nam wyboru, do zarezerwowanego wcześniej hotelu dojeżdżamy taksówką. Za dojazd do niego (odległość 3km) płacimy 800LKR (17zł) choć na początku taksówkarze wołają 1500LKR. I bear_sketch@3x.png
tak z pewnością przepłaciliśmy, ale niekoniecznie mieliśmy ochotę szukać czegoś tańszego o 2 w nocy. Po drodze prosimy jeszcze o postój i kupujemy wodę i trochę jedzenia – wydajemy 300R. Tradycyjnie pierwszy nocleg po przylocie do nowego miejsca staramy się mieć zarezerwowany wcześniej. W przypadku hotelu Cockpit motywacje mieliśmy podwójną z racji krążącego jakiś czas wcześniej po internecie kodu rabatowego na 10£. Ostatecznie za pokój ze śniadaniem płacimy ok 20$.
Rano ruszamy na dworzec Gampaha, oddalony od Colombo o około 30km. Z kierowcą tuk-tuka umawiamy się na 1000 R, ale mafia taksówkarska na siłę chce nas wsadzić do innego pojazdu zastraszając przy tym naszego drajwera. Pozostajemy jedynak nieugięci i na miejsce docieramy z wybranym przez nas i niezmiernie wdzięcznym kierowcą niezrzeszonym?.
Uciekając przed deszczem
W południe wsiadamy do zatłoczonego pociągu do Anuradhapura (270LKR/os) udającego się w kierunku słynnej „lwiej skały”. Wagonu restauracyjnego próżno w niem szukać, ale od obwoźnych sprzedawców można kupić wodę, owoce a nawet smażone krewetki.
Po 3,5h jazdy docieramy do tonącego w deszczu miasta. Wersja taksówkarza jest przerażająca – większość dróg jest nieprzejezdna, ale on może nas zawieźć do Sigiriyi za 8000LKR(170zł)?. Nie dajemy się skusić i za 100R docieramy do dworca Old Basten, skąd autobusem odjeżdżamy do Dambulli (106Rdorosły i 53Rdziecko). Pada cała drogę, ulice są podtopione i gdzieniegdzie tworzą się wyrwy, ale szczęśliwie docieramy do celu. Niestety z powodu pogody nie zagrzewamy tu miejsca. Nocujemy blisko dworca (2200LKR za pokój dla naszej trójki) i skoro świt łapiemy autobus do Sigiriya ( 40LKRdorosły i 20LKRdziecko).
Sigiriya
Na Lwią Skałę wspinamy się w deszczu, ale jest pięknie i jesteśmy szczęśliwi, że w ogóle tu dotarliśmy! Droga w obie strony zajmuje nam ok. 1,5h. Za wstęp trzeba zapłacić 3950LKR, dziecko tradycyjnie może liczyć na 50% zniżki.
Kandy
Ciągle pada…
Z nadzieją na lepszą aurę uciekamy na południe. Niestety po dotarciu do Kandy pogoda nie okazuje się łaskawsza. Powtarza się więc scenariusz z kilku ostatnich dni czyli docieramy do celu po zmroku i uciekamy skoro świt. Miasto zlokalizowane nad jeziorem jest urocze i planowaliśmy spędzić tu święta, ale przy takich okolicznościach przyrody traci to sens. Mimo wszystko słynne tarasy herbaciane widziane z pociągu cieszą oko i choć przez moment czujemy, że warto było tu przyjechać. Kolejnego poranka wyruszamy dalej w poszukiwaniu słońca. Po ok. 4h dotrzeć do Nuwara Eliya, gdzie jemy wigilijną kolację. Decydujemy się na restaurację Milano polecaną przez Lonely Planet, ale jedzenie jest przeciętne i bardzo drogie. Sami komponujemy świąteczne potrawy bazując na lankijskim menu przy czym mamy spory ubaw. A za oknem nieustająco leje…





tarasy herbaciane 



Tradycyjny rozkład jazdy
Tissamaharama (Tissa)
Docieramy tu autobusem za 200LKR/os i wynajmujemy pokój w bardzo przyzwoitej cenie (2000LKR). Gospodyni jest przemiła, a dodatkowo serwuje posiłki za rozsądne pieniądze. Na kolejny dzień planujemy wyprawę do Parku Narodowego Yala.
Deszcz weryfikuje jednak nasze plany ( który to już raz ?), bo uniemożliwia nam dotarcie do bram parku. Później dowiadujemy się, że z powodu podtopionych terenów obszar przeznaczony do zwiedzania został wielokrotnie zmniejszony. Próbujemy jeszcze zorganizować coś na gorąco, ale zniechęca nas cena i znacznie uboższa flora i fauna alternatywnej wycieczki.
Tangalle
Uciekając przed deszczem mijamy podtopione miasteczka, ale ostatecznie docieramy na wybrzeże gdzie świeci słońce, W KOŃCU!!!
Plaża jest fajna więc turystów na niej sporo, ale nie są to tłumy jak w Międzyzdrojach. Wrażenie robią groby znajdujące się tuż przy plaży, przypominające wydarzenia sprzed dekady. Właśnie tego wieczoru obchodzona jest rocznica nadejścia tsunami, my padamy zaraz po zmroku.
Mirissa
Z Tangalle do Mirissy można dostać się łatwiej i drożej (taxi- ok. 5000 LKR lub rykszą 3500LKR) lub taniej autobusem. My wybieramy tą drugą opcję, z dwoma przesiadkami po drodze. Do Dondry docieramy za 40LKRos, potem do Matary za 17LKRos. Za ostatni etap podróży płacimy 40LKR/ os czyli łącznie za naszą trójkę płacimy niespełna 900LKR(19zł). A zatem ponad 5cio krotnie mniej.
Mirissa to prawdziwy nadmorski kurort. Tłumy turystów i mnóstwo knajp. Samo miasteczko jest niewielkie, ale znajdziemy tu wszystko czego potrzeba. Ma jednak pewien urok i warto się tu wybrać. Dla nas nawet jest wszystkiego zbyt dużo. Ceny w knajpach na plaży są oczywiście zawyżone i lepiej poszukać czegoś ciut dalej w głąb lądu. Można też przegryźć coś z obwoźnej piekarni, która sygnalizuje swój przyjazd melodią „Dla Elizy”.
Niewątpliwie największą atrakcją tego miejsca są wyprawy na walenie ? (i nie chodzi tu o żadną aktywność fizyczną ). Mamy tu na myśli gigantyczne, morskie ssaki. Konkurencja wśród organizatorów jest ogromna więc należy się targować. Nam udało się nic nie zapłacić za dziecko, wówczas 14-letnie! Każdy z przewoźników daje w tym okresie 100% gwarancję, że uda się zobaczyć te olbrzymie zwierzęta. Jeśli nie uda się za pierwszym razem to kolejną wyprawę macie gratis. My na łajbie Atlantis przeżyliśmy niezapomniane chwile! Ich biuro znajdziecie na samym końcu plaży, przy skalnej wyspie.
Hikaduwe a właściwie Dodanduwe
Docieramy tu przez Galle za 90LKR/os i wita nas deszcz ?. W pierwszym odruchu chcemy nawet wracać do Mirissy, bo Hikanduwe to kurort pełen hoteli i wczasowiczów. A my niekoniecznie tego szukamy. Poza tym z miejscami noclegowymi tuż przed sylwestrową nocą też krucho. Łapiemy więc tuk-tuka (150R) i szukamy noclegu w sąsiednim Dudanduwe. Dystans między tymi miejscowościami można pokonać pieszo w niecałą godzinkę lub w niecałe 10 minut autobusem (15LKR). Zatrzymujemy się w SeaSide Inn z prywatną plażą. Mimo iż tsunami sprawiło, że obiekt wyglada jakby swoje lata świetności miał dawno za sobą my jesteśmy jednak zachwyceni! Prywatna pusta plaża i przemiły właściciel. !Dla nas bomba. W ciągu dnia na zmianę rzucamy się na dwumetrowe fale, które targają nami niczym wiatr latawcem i wylegujemy się na drobnym złotym piasku. Pierwszy raz przez głowę przebiega nam myśl iż fajnie byłoby tu pomieszkać. Potem dowiadujemy się, że obiekt jest na sprzedaż, wspomniane tsunami zabiło żonę właściciela obiektu. Cena to 60 000 000LKR.
Sylwestra spędzamy na plaży, a woda podczas kolacji podmywa nam stopy. Miło w ten sposób przywitać nowy rok? Cena za pakiet sylwestrowy to ok. 3000LKR, ale można zrobić to taniej jeśli przysiądziecie tylko na kolację. Atrakcje typu muzyka na żywo, pokaz tradycyjnego tańca i fajerwerków macie wtedy gratis.
W drodze powrotnej
Do Colombo wracamy bezpośrednim autobusem za 150LKRos, potem przesiadamy się w nr 178, który zawozi nas na lotnisko (50LKRos). Na lotnisku można jeszcze zrobić ostatnie zakupy, w sklepie z produktami w cenach urzędowych oraz sklepie z pamiątkami w równie przyzwoitych cenach.
Zjednoczone Emiraty Arabskie – Dubaj
Celem numer 1 podczas tej jednodniowej wizyty jest odwiedzenie Burj Khalify – najwyższego budynku świata. Z lotniska do najbliższej stacji metra Stadium śmiało można dojść pieszo w ok. 30 min. oszczędzając kilka złotych.
Pierwsze swoje kroki kierujemy w okolice słynnego hotelu-żagla czyli Burj al Arab i pobliskiej plaży. Ten kawałek piasku jest totalnie zatłoczony, a woda mimo iż turkusowa to lodowata że wykręca kolana. Nie tracimy więc czasu i udajemy się do pobliskiego centrum handlowego ze stokiem narciarskim. Ta oraz wiele innych atrakcji turystycznych, które dla wielu są magnesem dla nas to raczej ciekawostka i nie wpływa znacząco na ogólną ocenę tego miejsca.
Dubai zdecydowanie nie należy do naszych ulubionych miast, niemniej uważamy, że warto choć raz w życiu tu przylecieć.
Na Burj Khalife wjechać jednak trzeba, nawet jeśli nie jesteście fanami wielkomiejskiej architektury. Ten najwyższy na świecie budynek mierzący 829m robi jednak ogromne wrażenie. Już sam wjazd windą pokonującą 10 metrów na sekundę to niemała gradka. W minutę docieramy na 124 piętro!
Nasza rada dla osób planujących kupić bilet na Burj Khalife to wybrać się tam na godzinę przed zachodem słońca. Można wówczas zaliczyć widok za dnia oraz po zmroku za jednym zamachem.
Po zmroku u podnóża budynku odbywa się imponujący pokaz fontann.
Ceny w mieście są nieznacznie droższe niż w Polsce i da się przeżyć.
Katar
A psik !!!
Ostatni przystanek podróży rozpoczynamy od wypożyczenia samochodu. Najpierw jednak trzeba zapłacić za wizę ok. 90 zł. Zaraz potem ruszamy na pustynię Bir Zekreet, oddalonej od lotniska o niespełna 90 km. To drugi koniec kraju. Niesamowite wrażenie robią puste, szerokie i nowe drogi. Po trasie zjeżdżamy na tor wyścigowy wielbłądów ?. Tym samym urozmaicając sobie nudna drogę.
Z faktu iż na pustyni nie ma szans na kolizję drogową korzysta Jędrzej i w wieku 14 lat pierwszy raz siada za kierownicą ?.
Ceny w Katarze nie odbiegają od tych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale nie ma problemu z napełnieniem brzuszków za kilkanaście złotych. My postawiliśmy na kurczaka z rożna, którego kupiliśmy w markecie. Z portfela zniknęło niespełna 20 zł.
Jednak najfajniejszym doświadczeniem jest tankowanie paliwa w cenie 0,80 zł/litr. Miła odmiana ?
Stolica Kataru zdecydowanie bardziej przypadła nam do gustu od odwiedzonego wcześniej Dubaju. Nowoczesne budynki przeplatają się tu z tradycyjnymi arabskimi sukami. Ten najbardziej autentyczny to Souq Waqif. Pozostałe atrakcje miasta to Muzeum Sztuki Islamskiej, sztuczna wyspa „the pearl” , warto również zajrzeć do centrum handlowego Villaggio Mall w którym możemy popływać … gondolami ?.
I jeszcze słowo o smakołykach, koniecznie spróbujcie daktyli oraz falafeli.
Polecamy odwiedzić Mankousha Wa Falafel Restaurant rozkosz na podniebieniach gwarantowana.
Przykładowe ceny podczas naszej wyprawy
• przekąska w pociągu 30LKR
• ciacho z herbatką w kawiarni 70LKR
• kolacja wigilijna na bogato 2650LKR/dla 3 osób)
• safari w Yala National Park 5500LKR/os (bilet do parku w cenie)
• autobus Tissa-Tangalle 147LKR/os
• piwko na plaży 300LKR
• drink z palemką 350-500LKR
• zestaw obiadowy z widokiem na ocean 350LKR (ryż lub makaron)-850LKR (owoce morza)
• śniadanko z piaskiem pod stopami 200LKR (omlet)-700 LKR (kontynentalne)
• wyprawa na walenie 6000LKR/os
• wypożyczenie auta w Doha na dwa dni 180zł
• litr paliwa w Katarze 0,90gr

Dodamy, że podróż odbywaliśmy w porze suchej. Wielokrotnie zdarzyło się nam podróżować podczas por deszczowych, bo taniej i nigdy jeszcze nie przeżyliśmy takiej deszczowej aury, która pokrzyzowalaby nam plany. Aż do pamiętnej wyprawy do Lizbony
























































































































































